furious silence!

... Wierzysz w przeznaczenie? Wierzysz, że wszystko, co nas spotyka ma określony cel? Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
... Jeżeli nie, to przeczytaj moją historię.

01 Yia

niedziela, 14.lutego.2010, 00:19




YareJi, 1892


- Yia pośpiesz się, zaraz przyjadą. - Vivienn wyszła na dróżkę i z uśmiechem patrzyła na pracę swej jedynej córki.
- Już kończę, mamo. Zostały tylko dwie szaty.
Na obliczu matki pojawił się smutek. Wiedziała, że Yia już za kilka lat wyruszy w poszukiwanie wybranka. Kochała ją z całego serca i nie mogła pozwolić, na to by ojciec przez przypadek ważył losy jej ukochanej i mógł zaprzepaścić szansę na szczęście, wybierając ''kogoś odpowiedniego, dobrze usytuowanego''.
- Matko, czy coś się trapi? - córka zmarszczyła swe piękne oblicze i podeszła do matki.
- Ależ skąd, Yia. Martwi mnie jedynie jak piękniejesz z dnia na dzień, mimo coraz większych obowiązków. - Yia świadoma, iż nie jest to powód jej zmartwień, uścisnęła ją serdecznie i z głośnym cmoknięciem pocałowała ją w czoło.

Nagle zewsząd rozległy się trąbienia i chóralne śpiewy oznaczające powrót mężów z wyprawy.
Matka śmiejąc się, wyjęła szaty z rąk córki i włożyła z powrotem do miski z tarką. Następnie łapiąc się za ręce pobiegły na główną drogę, gdzie zebrała się już cała wioska. Rozłączyły się, Vivienn poszła do przodu, natomiast Yię ktoś pociągnął w bok. Okazało się, że była to jej przyjaciółka.
- Zaraz będą. - Rai nachyliła się do Yji i cicho wyszeptała do ucha. - Mam nadzieję, że pokażesz mi Twego wybranka?
Yia z całkowitą powagą odpowiedziała jej szeptem:
- O tak, ja i nasza piątka dzieci już się nie może go doczekać. Mam przeczucie, że tym razem znowu przyjedzie bez nogi. - Spojrzała się na Rai i dodała - Oby nie okazało się, że jest to również Twój mąż.
- O to się nie trap droga przyjaciółko, zadbałam o to i wyszłam za mąż za jego dziecko. - Rai nie mogąc się powstrzymać szturchnęła Yjialienne i parsknęła śmiechem.
- Och dziewczyny, jaki mężczyzna spojrzy na was, gdy nie znając umiaru i szacunku dla nich, chichoczecie?! Zamiast przyłączyć się do powitania? - do ich krótkiej rozmowy przyłączył się stary mędrzec Briam. Mimo iż powiedział to kręcąc głową i z uśmiechem, dziewczyny równocześnie schyliły głowy, wymamrotały krótkie przeprosiny i pobiegły na forum, gdyż rozlegał się już tętent kopyt.

Zgodnie z przewidywaniem nadjechało dwadzieścia pięć pięknych, białych koni. Jednak dwa z nich pozostały bez jeźdźca. Co się z nimi stało? [...] Mimo, że ich marzeniem było przytulić porzucone na czas wyprawy żony i dzieci, zgodnie z tradycją zrobili koło wokół całej wsi i przeskakując przez nieposprzątane beczki i miskę z praniem Yji, w obłoku kurzu zeskoczyli z koni i wylądowali na środku rynku. Gdy ucichły wesołe okrzyki, Ray, przywódca wojowników przemówił:
- Witajcie, moi mili. Wybaczcie, lecz dziś świętowania nie będzie. Podczas strasznych wypadków straciliśmy Liana i Fijena...
Od strony chatki rzeźnika dobiegł nagły szloch i urocza dama przerwała potok słów wojownika:
- Jak to?! Ależ, to niemożliwe by mój mąż zginął. Przecież od dawna nikt nie zagłębiał się w te góry.
- Co się stało?! - Do pierwszej damy dołączyła Fienne, miejscowa tkaczka.
- Nie brak wam godności? Przy dzieciach i pannach chcecie rozmawiać o katastrofie?! - Briam, jak zwykle stał na straży i z kwaśną miną przywołał wszystkich do porządku. - Dziś o zmroku wszyscy dorośli mają się stawić w starej karczmie. Tam zdecydujemy, co mamy robić. A teraz?
Przywódca występując na przód, powiedział głośno do wszystkich zebranych:
- Wybaczcie, niektórzy są ranni i zmęczeni. Musimy udać się na spoczynek.
Natychmiast żony podbiegły do mężów i pomogły przy zdejmowaniu juk i sakiew. Tymczasem Yia, Rai i inne młode dziewczęta zaprowadziły konie do stajni.

- Jak myślicie, co się stało? - Cameron, już chciała zacząć spiskować i wymyślać plan. - Może zakradniemy się dzisiaj na zebranie i podsłuchamy co naprawdę wydarzyło się w górach? - Wszystkie dziewczęta spojrzały się na nią sceptycznie. Żadna nie wyraziła zgody. Zaczęły cicho szeptać i wymieniać spostrzeżenia.
- Halien miał dziurę w zbroi...
- ... a szyja Tara była cała we krwi... Myślicie, że czeka nas wojna?
- Oby nie. - równocześnie odparły Yia i Ria. Zgodnie uciszyły całą gromadę i już w spokoju przywiązały konie do boxów. Jednak chwilowa cisza nie trwała długo i już rozbiegły się we wszystkie strony do swych domostw, by powitać braci i ojców.

Na placu przed drewnianą stodołą zostały tylko trzy z nich: Yia, Ria i Tara.
- A więc... Co robimy? - dyskusję rozpoczęła jak zwykle, pierwsza do wszystkiego Tara.
- O nie. Mam przeczucie, że Twój diabelski uśmiech nie zwiastuje niczego dobrego. - Yia czuła, że zaraz wymyślą straszny plan, a ona będzie musiała wziąć w nim udział.
- Yia, proszę, czy nie mogłabyś pozbyć się tego pesymizmu? - Ria zastanawiała się, czy przyjaciółka już stara się zepsuć ciekawie zapowiadające się wydarzenie.
- Dziewczyny, spokojnie. Mamy mało czasu. Musimy się zdecydować w tej chwili. - Tara próbowała zapanować nad swoimi przyjaciółkami.
- Ale niby nad czym mamy się decydować, co? Czy iść na pośmiewisko i poniżenie przez udawanie kogoś i pojawienie się na zebraniu, na które nie mamy prawa wstępu?
- Yia, cała wieś nam truje, że jesteśmy już w wieku, w którym powinnyśmy zacząć się rozglądać. Skoro chcą, żebyśmy dorosły, to proszę bardzo. Przecież musimy się orientować w tych sprawach? - Ria poparła Tarę. Obydwie czuły, że coś na pewno należy zrobić. Tylko co? Próbowały wymyślić jakiś 'boski' plan, jednak olśnienie nie nadeszło.
- Ja się w nic nie mieszam. Powinnam być teraz przy bracie i ojcu. Do zobaczenia. - Jedną z cech Yji była jej nadmierna stanowczość i nieustępliwość. Jeżeli miała na coś ochotę, lub nie – zazwyczaj to osiągała. Jednak teraz miało się to zmienić. Wszystko, co było dla niej do tej pory jasne, całe jej dotychczasowe życie, miało się wywrócić do góry nogami. A ona nic nie mogła na to poradzić.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

00 p r o l o g

sobota, 13.lutego.2010, 19:34



YareJi, 1893

Omar spojrzał w oczy Yji. Wiedział, że traci kontrolę nad własnym sercem. Nie mógł nic poradzić na to, co w tej chwili działo się w jego klatce piersiowej. Chciał zerwać kontakt lecz już czuł... że nie potrafi. Nie zdradzi jej królowi. Po prostu nie da rady i już. Przepadł... A przecież, to dopiero początek?


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


Wykonała Luna. Autorka grafiki. Chcesz taki szablon?